Kilka lat temu w pewien piątek Sławomir poszedł do galerii narodowej. Do tej na rogu, w pobliżu której zatrzymuje się jedyny autobus jadący z naszej odległej od wszystkiego dzielnicy. Dziwnym zbiegiem okoliczności spotkał tam Lukrecję. Siedziała przed obrazem Leonarda da Vinci. Uśmiechnęła się, gdy go zobaczyła. Oczywiście chodzi o to, że zobaczyła Sławomira, nie Leonarda. Jako, że Lukrecja nie uznawała zbiegów okoliczności (tych dziwnych też) i zawsze twierdziła, iż nic nie dzieje się bez przyczyny uznała, iż spotkanie Sławomira w galerii jest po prostu wypełnieniem się przeznaczenia.
Dlatego też, gdy Sławomir chciał niepostrzeżenie jej umknąć, zdecydowanie wstała i podeszła do niego. Biedak nie miał już wyjścia, poza tym od zawsze był mało asertywny i to go w gruncie rzeczy zgubiło. Wszystko potem działo się już bardzo szybko. Dziś jest szczęśliwym ojcem trójki dzieci, a na każdą rocznicę ślubu jest zapraszany przez żonę do galerii. Każdego roku ma ochotę zrobić to, co powinien był zrobić owego popołudnia - zawrócić na schodach i uciec.
Kategoria: po pracy Tagi: przeznaczenie, spotkanie, życie
Tajne/poufne Krótkowzroczność